Safari w Tanzanii cz.2 Park Tarangire

Trzeciego dnia pobytu w Tanzanii nadeszła pora na spełnienie jednego z naszych największych marzeń. Od dziecka marzyliśmy, żeby zobaczyć to co oglądaliśmy na ekranie telewizora w filmach przyrodniczych – dzikie zwierzęta Afryki.

Po śniadaniu wymeldowaliśmy się z obskurnego Arusha Center Inn i o 9 rano podjechał pod nasz hotel jeep, który miał być naszym pojazdem przez najbliższe 3 dni.

Safari, które wykupiliśmy obejmowało noclegi w namiocie oraz grupę łączoną – oprócz nas znaleźli się w niej także: Holenderka, Kanadyjczyk oraz para młodych Niemców. Razem z przewodnikiem Deo stworzyliśmy bardzo fajną ekipę :).

Pierwszym celem był Park Narodowy Tarangire oddalony o ok. 150km od Arushy. Ponad dwugodzinna droga zleciała nam na podziwianiu krajobrazu zza okna samochodu i ostatnich zakupach przed safari. Jechaliśmy przez małe miasteczka i wioski. Łączyło je to, że w każdym z nich życie tętniło przy głównej drodze gdzie widzieliśmy – stragany, sklepiki i pełno ludzi.

W Tanzanii byliśmy w porze suchej. Znakiem tego były wyschnięte koryta małych rzek:

Najciekawszym wydarzeniem w trakcie drogi do Tarangire było spotkanie stojących na poboczu Masajów. Byli to masajscy młodzi wojownicy, którzy nie darzą sympatią obcych, a przede wszystkim nie lubią zdjęć o czym nie wiedziałem… Z okna jeepa chciałem im zrobić zdjęcie, na co zareagowali tak:

Na szczęście nie rzucili kamieniami, które mieli w rękach.

Pomijając fakt, że nie są oni zbyt przyjaźnie nastawieni ich historia jest bardzo ciekawa. Żeby stać się wojownikiem młodzi chłopcy muszą przejść bardzo trudny rytuał. Kilkunastoletni Masajowie przy całej społeczności poddawani są zabiegowi obrzezania. Oczywiście zabieg odbywa się bez żadnego znieczulenia, a tylko Ci którzy przejdą go w zupełnej ciszy i bez żadnego grymasu bólu mogą stać się wojownikami. Po zabiegu mają kilka tygodni czasu na zagojenie ran. Ubierają się na czarno i często malują twarze, żeby czuć się bardziej męsko i wyglądać groźnie. Po pomyślnym przejściu rekonwalescencji młodzi Masajowie stają się prawdziwymi wojownikami i od tej pory ich głównym zadaniem jest dbanie o bydło – ochrona przed dziką zwierzyną i wrogami, ochrona społeczności, a w porze suchej wypasają bydło przez co nawet kilka miesięcy spędzają w buszu.

Oprócz spotkanych Masajów widzieliśmy także typową masajską wioskę znajdującą się niedaleko drogi, którą jechaliśmy.

Po ponad dwóch godzinach dojechaliśmy do pierwszego celu naszej wyprawy – bram Parku Tarangire!

Park Narodowy Tarangire jest szóstym co do wielkości parkiem w Tanzanii i położony jest w regionie Manyara. Swoją nazwę zawdzięcza rzece Tarangire, która przepływa przez jego teren i wyznacza rytm życia tutejszej flory i fauny. Dzięki niej nawet w porze suchej park jest pełen zwierzyny. Najbardziej charakterystycznym punktem krajobrazu, oprócz koryta rzeki, są ogromne baobaby, z których słynie Tarangire. Park jest domem dla czwórki spośród Afrykańskiej Wielkiej Piątki – grupy największych i najbardziej niebezpiecznych zwierząt na tym kontynencie. Można tu spotkać słonie, bawoły, lamparty oraz lwy. Udało nam się spotkać prawie wszystkie z nich.

Nasze safari odbyło się w porze suchej. Trochę obawialiśmy się, że będzie to miało wpływ na to ile zwierząt uda nam się spotkać. Nie ma się jednak czego bać. Na pierwszy rzut oka park wyglądał na bardzo suchy i jałowy, jednak już po paru chwilach od przekroczenia bramy Tarangire zachwyciło nas bogactwem flory i fauny.

Pierwszym zwierzęciem jakie udało nam się „ustrzelić” była impala. A potem kolejne i jeszcze kolejne! Ich widok oczywiście przyprawił nas o kołatanie serca, później zdążyliśmy już zupełnie przywyknąć do całych ich stad biegających wokoło.

W Tarangire spotkaliśmy też całe stada gnu i zebr. Widzieliśmy też oryksy i inne rodzaje antylop. Park jest ich pełen. Najwięcej można ich spotkać przy wodopojach, których w Tarangire nie brakuje.

Zebry często nie chciały schodzić z drogi!

zebry

Zebry i gnu korzystające z ochłody w wodopoju:

gnu

Jednak miłośnicy afrykańskiej zwierzyny przyjeżdżają do Tarangire głównie po to, żeby spotkać się oko w oko z największym ssakiem lądowym – słoniem afrykańskim. Można niemal w 100 procentach zagwarantować, że odwiedzając ten park zobaczycie na swojej drodze całe stada tych wspaniałych olbrzymów! Tarangire jest bowiem domem dla największej populacji tych zwierząt w Tanzanii.

trzy slonie

Słonie z Tarangire  opracowały bardzo ciekawą metodę przetrwania pory suchej, kiedy rzeka praktycznie znika. Potrafią znaleźć podziemne strumienie płynące pod powierzchnią koryta rzeki i co więcej potrafią z nich pić za pomocą trąby.

slon pije

Słoń na powyższym zdjęciu stał w tym miejscu z końcówką trąby zagrzebaną w piasku przez bardzo długi czas – gasił w ten sposób pragnienie.

Spotkaliśmy również dużo bardzo malutkich słoników – niezłe z nich słodziaki i uwielbiają rozrabiać!

slon mały i duży

Czasami musieliśmy zaczekać aż słoniowe rodziny przejdą przez drogę.

słonie na drodze

Drugim chyba najczęstszym po słoniach widokiem w Tarangire są żyrafy. Trzeba przyznać, że te zwierzęta zrobiły na nas szczególne wrażenie – są piękne, ogromne i niesamowicie majestatyczne.

Tu mała żyrafka, a w tle ogromny baobab.

duża żyrafa

walka żyraf

Te dwie żyrafy okładały się szyjami, jednak ta walka była raczej bardziej zabawą niż prawdziwym pojedynkiem – te zwierzęta potrafią zaciekle ze sobą walczyć.

W Tarangire udało nam się również zobaczyć pierwszego w życiu lwa na wolności. Trzeba przyznać, że lwy to typowe koty – większość swojego dnia spędzają na wylegiwaniu się w cieniu.

lew spi

Ta lwica jak widać była baardzo zmęczona :).

Zobaczyliśmy jeszcze wiele różnych zwierząt – guźce, różnego rodzaju ptaki np. dzioborożce oraz strusie.

struś

Pumba!

strus

Cały dzień w Tarangire minął nam bardzo szybko – byliśmy pod wrażeniem afrykańskiej przyrody, którą mieliśmy po raz pierwszy tak blisko siebie. Niemal na wyciągnięcie ręki. Wieczorem pojechaliśmy z naszym przewodnikiem do Obozu Panorama, gdzie mieliśmy spędzić noc.Obóz ten położony jest w niezwykle malowniczym miejscu – na wzniesieniu, z którego rozciąga się niesamowity wręcz widok na jezioro Manyara oraz przyległe, niekończące się zielone równiny. panorama

W obozie spotkaliśmy naszego kucharza, który towarzyszył nam już potem do końca safari. Okazał się niezwykle utalentowanym masterchefem i dzięki niemu wyżywienie w trakcie tych kilku dni było mega – naprawdę jedliśmy tam najlepsze dania w trakcie całego pobytu w Tanzanii. Trzeba przyznać, że nie miał też łatwego zadania – gotowanie odbywało się najczęściej w bardzo prowizorycznych kuchniach obozowych na jednym palniku 🙂 Ale Rama dawał radę!

Mieliśmy wykupioną opcję ekonomiczną, która zakładała nocleg w namiocie, jednak zaskoczyli nas! Dostaliśmy upgrade do Iglo!  Było to coś w rodzaju betonowego domku z małymi drzwiami i okienkiem oraz dwoma łóżkami.

iglo

Najważniejsze, że było w nim gniazdko z prądem! Spaliśmy w komfortowych warunkach i mogliśmy naładować swoje wewnętrzne akumulatory i nie tylko. A było na co zbierać siły. Kolejnego dnia mieliśmy pojechać do Serengeti – miejsca, o którym marzyliśmy od bardzo dawna gdy jako dzieciaki oglądaliśmy filmy przyrodnicze na Animal Planet.

 

2 odpowiedzi do artykułu “Safari w Tanzanii cz.2 Park Tarangire

    1. Mikołaj Autor

      Hej!

      Tak, opis Serengeti będzie już niedługo :). Co do zdjęć wewnątrz domku to muszę poszukać, nie jestem pewien czy zrobiliśmy jakieś. Dam znać :).

      Pozdrawiam,
      Mikołaj!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *